Witaj na stronie
rozejrzyj się i zobacz
Logowanie
Pokaż swoją aktywność!
Rejestracja
Najnowszy artykuł!
Zerknij co nowego
Kategorie
Wybierz to czego szukasz
Eksperymenty (3)
Energetyka (13)
Istoty i Byty (10)
LD I OOBE (5)
Magia (2)
Relacje & Opinie (2)
Rozwój Duszy (8)
Rzemiosło (6)
Trening (2)
Uzdrawianie (5)
Partnerzy
Zobacz kto nas wspiera
Vortal Rzeczy Paranormalnych - forum paranormalne.pl
Google
Kolejne reklamy

Aktualnie brak.

„W Samhain”
Poniżej znajdziesz informacje z wybranym przez ciebie tematem.

Tegoroczne dni koninkcji sfery fizycznej z Astralem nie różniły się niczym specjalnym. Od kiedy zacząłem być świadomy tego sprzężenia światów, obserwuje to zjawisko od dobrych sześciu lat. Przez ten czas moje obserwacje pogłębiały się o kolejne elementy, a cmentarz stał się moim polem obserwacji i prowadzonych badań.

 

Mimo to, nadal nie wiem, czy to Astral zbliża się do fizyczności, czy odwrotnie – fizyczność do Astrala. Przenikanie wydaje się zachodzić z wzajemnością i szczególną delikatnością. Tylko w pewnych obszarach tworzą się wyrwy, o większym zagęszczeniu – tam, gdzie pochowano ludzi bądź popełniono straszny czyn np. morderstwo, gwałt czy przelanie krwi.

Tego dnia wybieram się wieczorem na przechadzkę po cmentarzu. O 17tej jest już spory półmrok i chłód zaczyna przenikać ulice. Przechodzę przez ulicę, mijam kościół i plebanię, by w końcu trafić na żelazne ogrodzenie. Furtka jest ciągle otwarta, nikt normalny nie pcha się na cmentarz po północy, bo i nie ma tam czego szukać. Mijam ogrodzenie, które na bardziej subtelnych warstwach zdaje się parować, a dziury w nim przetykane są pofalowaną masą. Metal zawsze solidnie chłonął magię.

 

Na wstępie wita mnie banda maszkar – drobnych złudzeń powstałych przez wydzielone emocje żywych, które przejęły pomniejsze byty. Wyglądają jak twarze wytopione w maśle, a każda z nich zastygła w innym grymasie. Strzępki świadomości, które wydzielają się przy rozpadzie ciał jak zawsze próbują znaleźć choćby ułamek życia. Podstawowa pieczęć (krzyż) wystarczy, by nie mogły podejść, ale duża część osób nie nosi krzyża, więc jak tylko żywi wychodzą poza cmentarz, to w trakcie przechodzenia przez ograniczenie przyklejają się do aury. Kręcą się przy ludziach, byle tylko móc odżywić się wibracjami, które człowiek wytwarza.

Odpędzam je krótkim impulsem i idę przed siebie. Po lewo mam niewielki lasek, którego nie oddziela od cmentarza żadna siatka, po prawo drzewo, które swą niesamowitością przebija wszystko, co widziałem na cmentarzach. Konary szeroko rozłożone, ściągają do siebie upiory i zamykają je w cienkich gałązkach. Czemu to robi? Nie mam pojęcia, czemu akurat to drzewo postanowiło chwytać ożywione gniewem pozostałości po człowieku, ale robi to nad podziw dobrze. Wszystkie inne drzewa trzymają się od tego z daleka, a sama jego istota, nie wydaje się czuć z tego powodu samotna (mega dziwne).

Idę dalej, ścieżką wyłożoną kostką i dochodzę do stosu kamieni i trzech krzyży – miejscu spotkań dla dusz, które zachowały swą świadomość, ale nie odeszły z jakiś powodów poza ten świat. Sylwetki stoją w milczeniu, lecz gdy tylko bliżej podejdę słyszę ożywione szepty. Nie mogę się powstrzymać i zawsze nad którymś z położonych na kamieniach zniczu, zawiązuje wielobarwne kule energii. Do grupy dusz puszczam wiązkę myśli, by nie szli w las. Gubię ich zainteresowanie mną, gdy wchodzę w wewnętrzne ścieżki, pomiędzy grobami. Tutaj jest już zupełnie inaczej, bardziej magicznie.

 

Ludzie chcąc odpicować na połysk groby swoich bliskich zmarłych, szykują się do porządków znacznie wcześniej niż 1 listopada. W większości to ludzie, którzy dopiero co skończyli pracę i dopiero wieczorem mogą zabrać się za porządkowanie spraw na cmentarzu. Od zapalonych wszędzie zniczy robi się przyjemny półmrok i chłód ustępuje nagrzanemu przez płomyki oparowi powietrza. Mijam tłum starszych kobiet, szepty rozmów nakładają się na siebie, a ja urzeczony wypatruje zielonych, niebieskich i fioletowych zniczy (najrzadsze!). Blask z białych zniczy jest żółty, twarze mijanych osób przemykają się niczym w kalejdoskopie, a ja idę wciąż naprzód, do głównej uliczki, która przechodzi centralnie przez środek cmentarza.

Przystaję na kilka chwil obok kapliczki. Zwykle pomieszkuje w niej byt o imieniu Aser, ale tym razem nikogo w niej nie było. Czasem ze sobą rozmawiamy, ale tylko wtedy, gdy mam dobrze osłonięty telefon, którego on nazywa zamkniętą burzą. Aser ma ponad siedemset lat istnienia za sobą i nazywa sam siebie dozorcą cmentarza. „Dozorcę” przyjął, gdy proboszcz chodząc po cmentarzu stwierdził, że zwalnia poprzedniego i przydałby mu się nowy. Mimo kilku minut czekania, nie przyszedł, więc zostawiłem mu rotę z informacją mojego przybycia. Ruszyłem dalej idąc z tłumem.

Jeśli byliście kiedyś na dużym koncercie, to w Samhain jest to samo na cmentarzach. Tysiące bytów i ze dwie setki ludzi, którzy kręcą się w tym samym miejscu. Część z istot, to pasożyty, które żerują na ludzkich wytworach, niektóre z nich są jednak groźne, bo przyklejają się do energetyki znacznie skuteczniej. Jednego z takich zestrzeliłem, nim zdołał opleść się do końca wokół szyi pewnej dziewczyny. Coś przypominającego dużego pajęczaka zaczęło schodzić z wysokiego drzewa, gdy uderzyłem go tak, że odwłok pękł, posyłając na dół obrzydliwą breję. Na szczęście ludzi pod tym nie było.

Dusze świeżo zmarłych nie oddalały się zbytnio od swoich grobów. Można było ich rozpoznać po świeżych emanacjach, jakie wydzielały. Smętnie wpatrywały się w bogato ozdobione groby, w których spoczęły ich ciała i próbowali komunikować się z żywymi, ale próby kończyły się najczęściej fiaskiem. Wbrew pozorom – dusze nie są ciche i gwar z ich strony, choć nie przypomina rozmów, to zawiera coś, czemu najbliżej jest do infradźwięków wywołujących wrażenia na ciele.

 

Wiecie dlaczego dusze czują się zagubione? Powodem tego, jest zupełnie odmienna percepcja jak i specyfika przestrzeni astralnej. To, co dla żywych jest tylko niewielkim zbiorowiskiem skał, dla zmarłych ukazuje się niczym całkiem wysoka góra, a sam cmentarz wydaje się być raczej mocno rozbudowanym „miastem” niż tylko polem, na którym ktoś usadził groby. Same nagrobki przypominają monumenty, czasem nawet niewielkie domostwa. Zacytuję kilka z moich starych opisów podróży astralnych.

Mimo, że cmentarz nie jest długi nawet na kilometr, to „lecąc” przez jego przestrzeń miałem wrażenie pokonywania co najmniej 4-5 kilometrów. Na głównej ścieżce, która przecinała cmentarz na równą połowę, przestrzeń uginała się w taki sposób, że wydawała się być sporej wielkości placem, od którego odchodziło wiele dróg. Mimo, że nie było mgły, to wzrok zamazywał mi się, przy dalszych obiektach, a te bliższe były z kolei wręcz monumentalne – stara rzeźba anioła wręcz wybijała się ponad nagrobki.

Kolejny opis dotyczy jednego z grobów, które nie wyróżniało się niczym w przestrzeni fizycznej – był pokryty ziemią, na której wyrosły krzaki i niewielkie drzewka. Tabliczka była zbyt złuszczona by można było ją odczytać. Kiedyś zapaliłem tam znicz.

Stałem przed zapadającą się ruiną, obrośniętą przez wysoki żywopłot złożony z leniwie poruszających się pnączy i cierni. Pobliskie drzewo z oddali rzucało cień, jakby jego korona przysłaniała 3/4 nieba. Wszedłem ostrożnie za okalający grób żywy mur i trzymając się lewej strony, zacząłem podążać spiralną ścieżką nakazującą mi podążać w prawo. Szedłem lekko pochyłą ścieżką, skierowaną pod delikatnym kątem w dół. U jej końca znalazłem niewielką przestrzeń (polanę?) i kilka nasuniętych na siebie bloków skalnych. Między nie tkwiło ściśnięte urządzenie, dziwny mechanizm emanujący pomarańczowo-fioletowym blaskiem z diod, których miał zatrzęsienie. Za skałami były lekko uchylone drzwi, od których wiało zimnem.

 

Z tych skromnych opisów widać, że Astral na cmentarzu wytwarza specyficzne krajobrazy oraz wydaje się nie przejmować czymś takim jak wielkość czy rozmiar obiektów. Przechodzące tabunami dusze i byty wzajemnie się ze sobą mieszają i gdy tylko zetkną się ze sobą, następuje ciche wyładowanie i przesunięcie ku tej samej przestrzeni. Tego rodzaju wyrwa trwa zaledwie ułamek sekundy, ale możliwe jest przez tą chwilę, by dzicz astralna mogła zapolować lub dusza zmarłego skontaktować się z inną istotą.

Gdy następuje koniunkcja, to w tego rodzaju „berka” zaczynają zaliczać się także i ludzie. Wtedy niewiele stoi na przeszkodzie, by demoniczne byty były w stanie polować na pokarm wytwarzany przez aktywność człowieka, a wszelkie pozostałości po zmarłym jako takim np. banshee, upiór, cień czy dybuk mogły wpłynąć na jego energetykę. Niestety, dla naszej kultury te dni są poświęcone pracy na cmentarzu, by wszystko ładnie uszykować (dla żywych). Kiedyś gaszono światła w domach i wystawiano jedzenie na zewnątrz, ale nikt na cmentarze nie chodził, by nie kusić losu.

 

Zrobiłem jeszcze kilka rzeczy, a potem stwierdziłem, że czas skończyć obchód i poszedłem do wyjścia. Tam znalazł mnie Aser, duch mężczyzny, który wydawał się być wyciosany z kamienia. Ciche pozdrowienie dotknęło mojego umysłu, a zaraz potem była już tylko cisza. Rzuciłem pozdrowienie w przestrzeń i wyszedłem za mur. Nagły chłód powiał ze wschodu, aż zadrżałem. Zima, jakkolwiek by jej nie lubić nadchodziła, a wraz z nią stwory, które sezonowo zalewały przestrzenie miast, wiosek i niezamieszkanych terenów. Na razie jednak jesień miała swoją rolę, a wraz z nią myślożercy. Jednak to już inna bajka.

Tagi: , , , ,

Masz pytania?

Komentarze
0 myśli na temat “„W Samhain””

Dodaj komentarz

Resner.pl Wersja 1.0.1, Wykonanie: Dominik Opyd (Inder), Oprogramowanie: Wordpress, Semantic UI
Drogi czytelniku, wszystkie artykuły na tej stronie oraz sama strona opierają się na licencji Creative Commons, bardzo prosimy o uszanowanie tych praw.