Witaj na stronie
rozejrzyj się i zobacz
Logowanie
Pokaż swoją aktywność!
Rejestracja
Najnowszy artykuł!
Zerknij co nowego
Kategorie
Wybierz to czego szukasz
Eksperymenty (3)
Energetyka (13)
Istoty i Byty (10)
LD I OOBE (5)
Magia (2)
Relacje & Opinie (2)
Rozwój Duszy (8)
Rzemiosło (6)
Trening (2)
Uzdrawianie (5)
Partnerzy
Zobacz kto nas wspiera
Vortal Rzeczy Paranormalnych - forum paranormalne.pl
Google
Kolejne reklamy

Aktualnie brak.

„Na Wałbrzych!”
Poniżej znajdziesz informacje z wybranym przez ciebie tematem.

Ponad półtora roku męczenia mnie na różne sposoby i w końcu uległem – udało się jednemu z moich znajomych, wymóc na mnie obietnicę przyjazdu. Tak też udałem się na Wałbrzych, aby tam poszukać Złotego Pociągu, łowić okazy dziczy astralnej, nauczać ludzi, zjeść sernika i siać chaos, jakiego dolnośląscy magowie jeszcze nie widzieli!

Tekst jest ironiczny i sakrastyczny, bo tylko w tym dziale mogę wydobyć z siebie to całe zuo, o które mnie podejrzewają.

Nie zrozumcie mnie źle. Szesnaście miesięcy, to dość długo, by przetestować wytrwałość każdego człowieka, chętnego na spotkanie ze mną. Rzekłem: „Niech najpierw przejdzie przez bagna niedomówień, minie rzekę olewactwa, przepłynie morze zapomnienia i przejdzie przez suche lądy mego lenistwa. Gdy na końcu tej ścieżki napotka mnie, to wtedy do niego przyjdę„. I przylazł, pokonał te wszystkie przeszkody i z zawziętą miną zaczął mi wiercić dziurę w brzuchu, niczym kat nad biedną duszą. Bezlitośnie wypomniał mi te proroctwo, a ja cóż… pewnie byłem pijany, obłąkany i stwierdzono u mnie rozdwojenie jaźni, bo… zgodziłem się.

 

Wyprawa tam, skąd widać już Mordor

Dzień wyjazdu zaskoczył mnie tak samo jak mój wiek – jeszcze ciepłe wspomnienia o pójściu po raz pierwszy do szkoły, a tu bach i nagle mam 22 lata. Brutalne skopanie mnie przez budzik, obudziło mnie około piątej rano. Niebywałe, ale będąc zaledwie 25 km od Warszawy, wlokę się do centrum prawie 2h dojazdów autobusami. Tutaj zwykle podejmuję samokrytykę nad samym sobą i moim beztalenciem w stronę tak cudownej umiejętności jak teleportacja. Niestety ta jest poza moim zasięgiem, więc popierdalam sobie z buta, co pewien czas zmuszając się do wytrwania w autobusie.

Najpierw jednak coś zjeść, czyli w sumie kosmiczny soczek, bo śniadanie to dla mnie obca definicja, rodem od gadzich Reptilian. Potem szybkie spakowanie się, bo przecież dzień wcześniej to zbyt mainstreamowe. W plecaku upakowałem chyba wszystko, ale w cieniu wygląda jak mina przeciw U-botom – taka nieco nieforemna kula. Z niczego, nagle zrobiła się godzina 5:20, więc najwyższy czas wyjść z domu, zanim spóźnię się na podróż. To w sumie zachęcający pomysł…

 

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, jak pierdolnie, to co będzie? Krajobraz tuż przed świtem, to niesamowity widok. Półmrok oraz cisza, która zalega na polach (moja mieścina to zadupie zadupia, ale dojazdy do Wawy ma spoko) sprawiają magiczne wrażenie. Niebo powoli przejaśnia się pasmami, a ja idę z wypchanym po brzegi plecakiem i zastanawiam się, czy niczego nie zapomniałem. Znając swoje szczęście, to pewnie nie wziąłem portfela, telefonu i tej resztki mózgu, która mi została, a którą odkładam na noc, by mogła nasiąknąć olejem (z czegoś trzeba te myśli tworzyć).

Jadąc autobusem obserwowałem ludzi i niebo. Im bardziej to drugie przejaśniało się, tym bardziej pochmurnieli ci pierwsi. Zastanawiający wątek, który nie przyniósł odpowiedzi, bo słońce złośliwie zaczęło mi napieprzać po oczach, promienie słoneczne. Niczym brzytwy wbijały mi się w głowę, a okulary przeciwsłoneczne, jak na złość na samym dnie plecaka. Oczywiście, jeśli je wziąłem. Ech, magowi zawsze różdżką w oko, a wiedźmie miotła w du*ę.

Moja paranoja, że kiedyś naprawdę spóźnię się, nie pozwala mi na przybycie później niż godzina przed odjazdem. Co z tego, że potem będę się nudził, marzł i zastanawiał ile ode mnie zdołają wyżebrać na piwo różne takie Mietki i Janusze. Z gorzkim uśmiechem obserwuję, jak gość w ciągu dwudziestu minut zarabia tyle, ile ja muszę pracować z 3h. Fuck logic Polsko.

 

W końcu wsiadam w pociąg. Intercity, klasa druga, bo przecież pierwsza również przyjedzie w tym samym czasie, więc po co więcej wydawać? Bezczelnie mierzę ludzi wzrokiem, a raczej mierzę się z innymi, którzy ośmielili spojrzeć się na mnie. Tutaj przydają się te epickie oczyska, jakie zdobyłem przez całe te lata praktyki magicznej. Niektórzy ludzie wierzą, że jestem złem ostatecznym, wampirem, masonem 33 stopnia i reptilianinem, a ja wszystkim chcę dogodzić i z radością pokazuję im to, co mam najgorsze w sobie. Gromię więc wzrokiem „niegodnych” i zastanawiam się nad manekinem, którego zobaczyłem kiedyś na wystawie, a który miał takie same oczy jak ja.

Podróż, to przede wszystkim nuda. I jakkolwiek bym nie dzielił się na części, to przynajmniej jedna z nich musi zostać w ciele i niemiłosiernie nudzić się, jak tylko może najgorzej. W godzinę napisałem w zabranym przez przypadek zeszycie więcej, niż przez dwa poprzednie lata – zapomniałem prawie, jak pisać długopisem. Odnalazłem okulary, więc bezczelne słońce nie było już mi w stanie grać na nerwach. Pogroziłem mu palcem, że kiedyś go zgaszę (w końcu ile można trzymać się tsunami), a te w końcu zakryte zostało chmurami. No dobra gorąca kulo plazmy, fochaj się dalej. Mnie to na rękę.

 

Mija pieruńskie 6 i pół godziny, a mnie tyłek boli od siedzenia na niewygodnym siedzisku. Nie ma się jak przejść, bo te „nowoczesne” pociągi nie przewidują takiej opcji wcale. W końcu wysiadam w Wałbrzychu i po chwili znajduję największego pana ciemności i drinków bezalkoholowych, czyli gościa o imieniu Mroku, a mojego dobrego znajomego. Bezczelnie uśmiechnięty, no widać przecież, że to jest zuo absolutne. Jakoś się z nim dogadałem, że oddam mu kilka ukradzionych dusz, w zamian za spokój wieczysty, ale ten od razu rzucił asem z rękawa – idziemy po sernik. Moje osłony roztrzaskały się, mentalne bariery padły z hukiem, a wszelkie rytuały typu M(R)OP poszły do kosza.

„Raz kozie śmierć, a diabłu rogi w oczy” – pomyślałem sobie i poszedłem za nim. Krótka przejażdżka, wypad do sklepu, po żarcie dla demona Małego Głoda, napotkaliśmy wróża Dariusza (nazwa własna, zastrzeżona prawnie przez Lucyfer. S.A.) i lecimy do katakumb mieszkania. Chwila na przebranie się w ceremonialne szaty i popierdalamy do lasu, by tam zacząć poszukiwania złotego pociągu i pogadać przy soczkach zwanych przez pomyłkę piwem Radler. Moja wybitna odporność na lekko sfermentowane soczki wykazała stan upojenia alkoholem już po jednym takim, a po dwóch to już byłem w innym wymiarze.

 

Następnego dnia (po tej libacji, to pewnie będzie dzień ósmy) poszliśmy za miasto, by badać siedzibę Przedwiecznych (ZUS?), ale z powodu upałów skryliśmy się w mrocznych pokojach. Trochę okultystycznych rytuałów i spisywania ksiąg krwią (zwykły notes i ołówek – ogarnialiśmy podstawy mojego systemu) i krótki odpoczynek. Po ofierze obiedzie z kurczaka, poszliśmy na Książ i tam poznaliśmy efla z Rivendell, Rastina. Po obejrzeniu mniej lub bardziej głupich filmów (oczyska i co elfy robią orkom), przeszliśmy się parkiem w poszukiwaniu goniących wind i Slendermana. Wiem, brzmi to jak kontynuacja szalonej libacji.

Kolejny dzień przyniósł za sobą wróża Dariusza i nieskończony pakiet itemów zwany „beer”. Poszliśmy z nim do lasu i zatrzymując się co pewien czas obalaliśmy kolejne toasty, za wszystkie bóstwa Słowian. To tam po raz pierwszy usłyszałem, że z pewnego wzgórza można zobaczyć Mordor i wieżę Saurona. Udaliśmy się na pewną górkę, gdzie udawaliśmy trolle siedzące w piwnicy. Oczywiście, że dopadł nas deszcz. Zmokliśmy do suchej nitki, ale w dobrych humorach wróciliśmy do domu i uzupełniliśmy dzień o praktykę wcześniej rozpisanych podstaw i oglądaniu kabaretów.

Czwartego dnia przyjechał jeszcze jeden znajomy i tak we trójkę próbowaliśmy przetrwać naszą prywatną apokalipsę – Wałbrzych utonął we mgle, a zimno ciskało nam frostballe przez okna. Mroku i Gandzialf postanowili sobie popalić, a ja zaoferowałem się z osłoną – byty strasznie tną, jak ktoś jest na haju. Oglądając znowu kabarety i Niekrytego Krytyka (Jesteś kosmitą!) leniliśmy się do późna. Potem trochę praktyki i poszliśmy spać.

 

Nadszedł czas mojego wyjazdu. Było fajnie, wręcz zajebiście, ale po 13tej musiałem opuścić Wałbrzych i tłuc się pociągiem przez piekielne 6,5h, które minęły szybciej niż spodziewałem się. W Warszawie znalazłem się o dwudziestej, dwie godziny później byłem już w domu pełnym legionów piekielnych (moje rodzeństwo takie fajne…), które z potępieńczym wyciem przywitały moje przybycie. Wziąłem więc krzyż i poszedłem wypędzać demony (wyłączyłem modem wi-fi). Krzyk przepędzanych demonów niósł się daleko, a co bardziej religijne osoby łapały się za różańce.

Tak właśnie, po 4 dniach skończyła się moja wycieczka na Wałbrzych, do dobrego kumpla. We wspomnieniach zachowam różnorodne tereny, miłe osoby (wróż Dariusz! elf Rastin!) i oczywiście sernik, wiele sernika! Dzięki Ci Mroku za zaproszenie! Ups, dziwnie to zabrzmiało, prawda? Nie mam nic wspólnego z satanistami! xD

Tagi: , ,

Masz pytania?

Komentarze
Jedna myśl na temat “„Na Wałbrzych!””
Zdjęcie profilowe MartinEden
MartinEden
Wobec domowych demonów w dużych ilościach proponuję zmasowane działanie: Zapalona święcona biała świeca w tle, w lewej ręce od serca Krzyż, w prawej woda święcona i równocześnie pryskamy wodą święconą na demony ukazując im Krzyż i wymawiamy słowa egzorcyzmu: Treść modlitwy Do Św. Michała Archanioła Święty Michale Archaniele! Broń nas w walce, a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty, Książę niebieskich zastępów, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen Modlitwa – egzorcyzm Potężna Niebios Królowo i Pani Aniołów, Ty, która otrzymałaś od Boga posłannictwo i władzę, by zetrzeć głowę szatana, prosimy Cię pokornie, rozkaż hufcom anielskim, aby ścigały szatanów, stłumiły ich zuchwałość, a zwalczając ich wszędzie, strąciły do piekła. Święci Aniołowie i Archaniołowie, brońcie nas i strzeżcie nas. Amen. Ojciec Św. Pius X reskryptem z 8.07.1908 r. nadał 300 dni odpustu dla tych, którzy pobożnie odmówią modlitwę "Potężna Niebios Królowo". Modlitwa – egzorcyzm W imię Boga w Trójcy Świętej Jedynego, Ojca, Syna i Ducha Świętego, uchodźcie duchy złe z tego miejsca, abyście nie widziały, nie słyszały, nie niszczyły, nie wprowadzały zamieszania do naszej pracy i planów. Nasz Bóg jest waszym Panem i rozkazuje wam, idźcie precz i nie wracajcie tu więcej. Amen. Mocą Bożą, mocą Twoją, Najwyższy Panie, uczyń nas niewidzialnymi dla naszych wrogów. Amen.

Dodaj komentarz

Resner.pl Wersja 1.0.1, Wykonanie: Dominik Opyd (Inder), Oprogramowanie: Wordpress, Semantic UI
Drogi czytelniku, wszystkie artykuły na tej stronie oraz sama strona opierają się na licencji Creative Commons, bardzo prosimy o uszanowanie tych praw.